Przejdź do treści
Zboczona.
Opowiadania

Wieczór panieński po latach

Dziesięć lat po ślubie Natalia i jej trzy przyjaciółki postanawiają powtórzyć wieczór panieński, tym razem bez wstydu i bez udawania. Po północy w hotelowym pokoju czeka na nią mąż, a ona ma mu do powiedzenia coś, czego nie powiedziała przez dekadę.

Redakcja Zboczona7 min czytania
Dwa kieliszki, świeca, opaska na oczy i notes na stole

Dziesięć lat później

Pomysł był Magdy, jak wszystkie najlepsze i najgorsze pomysły w ich czwórce. „Za miesiąc mija dziesięć lat od twojego ślubu” napisała na wspólnym czacie w marcu. „Powtarzamy panieński. Wrocław, hotel, tylko my. Mężowie mogą przyjechać najwcześniej o północy.”

Natalia miała trzydzieści siedem lat, pracowała jako weterynarka w lecznicy dla dużych zwierząt i nie lubiła imprez. Na swoim prawdziwym wieczorze panieńskim, dekadę temu, spędziła większość czasu w łazience klubu, trzymając włosy Sylwii, i do dziś pamiętała głównie zapach środka do dezynfekcji. Od siedmiu lat w ogóle nie piła alkoholu, z wyboru, bo po prostu źle się po nim czuła, a dobrze bez niego. Mimo to napisała „tak”, zanim zdążyła się zastanowić.

Może dlatego, że od jakiegoś czasu czuła, że coś jej umyka. Z Kubą było dobrze. Spokojnie, czule, przewidywalnie. Kochała go. Ale kiedy ostatnio przyłapała się na tym, że w trakcie seksu układa w głowie listę zakupów, zrobiło jej się smutno.

Poznali się na stażu w lecznicy pod Lesznem. Kuba był wtedy studentem ostatniego roku zootechniki i przyjechał na praktyki, a ona miała dwadzieścia sześć lat i właśnie dostała pierwszą pracę. Pierwszy raz pocałował ją w stajni, nad źrebakiem, który urodził się o czwartej rano, i oboje pachnieli sianem i środkiem odkażającym. Wtedy wszystko było nowe i powolne, a ich ciała miały czas, żeby się poznać. Teraz mieli kredyt, dwa psy, ogród, który zawsze był do skoszenia, i dyżury, które rozjeżdżały się w czasie jak dwa pociągi na różnych torach.

Pokój numer czterysta dwanaście

Wynajęły apartament na czwartym piętrze hotelu przy Rynku, z oknami na kamienice, które wieczorem świeciły jak pudełka z biżuterią. Magda przywiozła balony w kształcie serc, Sylwia butelkę prosecco dla siebie i Pauli i dzbanek lemoniady z miętą dla Natalii, Paula głośnik i listę piosenek z ich studiów.

Przez pierwsze dwie godziny śmiały się tak, że Natalię bolały policzki. Wspominały, wymyślały, przekrzykiwały się. Paula opowiedziała, jak w zeszłym roku po raz pierwszy w życiu pojechała sama na urlop i jak przez pierwsze trzy dni nie wiedziała, co ze sobą zrobić, a przez kolejne cztery była najszczęśliwsza na świecie. Sylwia, która rozwiodła się dwa lata temu, powiedziała, że dopiero po czterdziestce, no dobrze, po trzydziestce dziewiątce, nauczyła się mówić w łóżku, czego chce.

„Serio” powiedziała, przeciągając się na kanapie. „Przez dwanaście lat małżeństwa myślałam, że to jakaś wiedza tajemna, że facet powinien się domyślić. Teraz po prostu mówię. Niżej, wolniej, nie tak. I wiecie co? Nikt się jeszcze nie obraził.”

Natalia słuchała z kubkiem lemoniady w dłoniach i coś w niej drgnęło.

Gra w prawdę

Około dziesiątej Magda wyciągnęła talię kart, które kupiła w internecie. Na każdej było pytanie. Zasada była jedna: odpowiadasz szczerze albo pasujesz, bez tłumaczenia się, i nikt nie dopytuje.

Pytania zaczynały się niewinnie. Najdziwniejsze miejsce, w którym zasnęłaś. Komu ostatnio skłamałaś. Potem robiły się śmielsze. Twoja najczęstsza fantazja. Coś, czego nigdy nie zrobiłaś, a chciałabyś. Coś, czego nigdy nie powiedziałaś partnerowi.

Natalia wylosowała tę ostatnią. Przez chwilę trzymała kartę w palcach i patrzyła na nią, jakby była zapisana w obcym języku. Mogła spasować. Nikt by nie dopytywał.

„Że chciałabym, żeby czasem to on się nie spieszył” powiedziała w końcu. „Że wolałabym, żeby całował mnie godzinę, zanim w ogóle do czegoś dojdzie. I że nigdy mu tego nie powiedziałam, bo bałam się, że pomyśli, że coś jest nie tak.”

W pokoju zrobiło się cicho. Potem Sylwia podniosła kieliszek, Magda kubek z herbatą, Paula butelkę wody.

„Za mówienie” powiedziała Magda.

„Za mówienie” powtórzyły wszystkie, a Natalia stuknęła się z nimi lemoniadą i poczuła, że się rumieni, ale nie ze wstydu.

Północ

Mężowie przyjechali o północy, jak było w umowie, z kwiatami dla wszystkich. Kuba stanął w drzwiach apartamentu w ciemnej marynarce, którą Natalia lubiła, bo podkreślała jego ramiona, i z bukietem frezji, jej ulubionych. Miał trzydzieści dziewięć lat, trochę siwych włosów nad uszami i oczy, które zawsze się śmiały, zanim zrobiły to usta.

Pożegnali się z resztą przy windzie. Magda mrugnęła do Natalii znacząco. Sylwia szepnęła jej do ucha „powiedz mu”.

Ich pokój był piętro wyżej, mały, z łóżkiem z wysokim zagłówkiem i oknem na dachy. Kuba odstawił kwiaty do umywalki, zdjął marynarkę i odwrócił się do niej.

„Jak było?” zapytał.

Natalia usiadła na brzegu łóżka. Była zupełnie trzeźwa, wypiła przez cały wieczór chyba dwa litry lemoniady i trzy kubki herbaty, i miała wrażenie, że wszystko widzi wyjątkowo wyraźnie. Jego twarz. Jego dłonie. Rozpięty guzik przy kołnierzyku.

„Było dobrze” powiedziała. „Grałyśmy w prawdę.”

„O, to niebezpieczne.” Uśmiechnął się. „Coś o mnie?”

„Tak.” Wzięła oddech. „Kuba, mogę ci coś powiedzieć? Coś o nas. O łóżku.”

Zobaczyła, jak przez jego twarz przelatuje cień niepokoju, i od razu złapała go za rękę. „To nic złego. Naprawdę. Kocham cię. Chodzi o to, że chciałabym czegoś więcej. Czegoś wolniejszego.”

Godzina

Kuba usiadł obok niej. Słuchał. Natalia mówiła i słyszała własny głos jak z oddali, zaskoczona, że to takie proste. Że chciałaby, żeby czasem się nie spieszyli. Żeby całował ją długo, tak jak na początku, kiedy jeszcze mieszkali osobno i każda randka kończyła się w bramie przed jej blokiem, przez godzinę, bo żadne z nich nie chciało iść do domu. Że wtedy jej ciało budziło się powoli i całe, a teraz często nie zdążało się obudzić.

Kiedy skończyła, Kuba długo milczał. Potem podniósł jej dłoń do ust i pocałował knykcie, jeden po drugim.

„Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej?”

„Bałam się, że poczujesz się źle. Że pomyślisz, że to twoja wina.”

„Może trochę jest.” Uśmiechnął się krzywo. „Ale wolę wiedzieć. Wiesz, ja zawsze myślałem, że ty chcesz szybciej. Że jesteś zmęczona po dyżurach i chcesz mieć to z głowy.”

Natalia wybuchnęła śmiechem, który był też trochę płaczem. Dziesięć lat. Dziesięć lat zgadywania w przeciwne strony.

„To co” powiedział Kuba cicho. „Godzina?”

„Godzina” odpowiedziała. „I jeśli coś mi nie będzie pasowało, powiem. Obiecuję. A ty mi też powiesz.”

„Obiecuję.”

Pierwsza w nocy

Zgasił górne światło, zostawił tylko lampkę przy łóżku. Położyli się w ubraniach, na boku, twarzami do siebie, i Kuba zaczął ją całować tak, jak nie całował od lat. Powoli. Bez celu. Usta, kąciki ust, powieki, czoło. Kiedy jego dłoń przesunęła się na jej biodro, zatrzymał ją tam i nie ruszał dalej, i Natalia poczuła, jak jej ciało zaczyna się budzić, kawałek po kawałku, jak dom, w którym ktoś zapala po kolei światła w pokojach.

Całowali się długo. Ona przestała liczyć minuty. Rozpięła mu koszulę, guzik po guziku, i całowała jego obojczyki, jego mostek, miejsce pod uchem, które zawsze sprawiało, że wzdychał. On zsunął ramiączko jej sukienki i pocałował ramię, potem drugie, i zapytał szeptem, czy może zdjąć sukienkę całą. Powiedziała tak.

Kiedy leżała już w samej bieliźnie, a on patrzył na nią w świetle lampki, poczuła coś, czego nie czuła dawno. Że jest pożądana nie dlatego, że jest piątek i wypada, tylko dlatego, że jest sobą. Kuba całował jej brzuch, uda, kolana, wracał w górę, mówił jej, co mu się w niej podoba, i za każdym razem, kiedy ona prosiła o coś, wolniej, tutaj, jeszcze, robił dokładnie to.

Nie spieszył się. Nawet wtedy, kiedy ona już się spieszyła. Kiedy przyjemność w końcu przyszła, była tak pełna, że Natalia zakryła sobie usta poduszką, żeby nie obudzić całego piętra, i śmiała się w nią jeszcze długo potem, z łzami w oczach.

Potem to ona chciała prowadzić. Usiadła nad nim, rozpięła mu pasek, a on leżał z rękami za głową i patrzył na nią z takim uśmiechem, jakby właśnie wygrał coś wielkiego. Kochali się wolno, w rytmie, który wybierała ona, i Natalia ani razu nie pomyślała o liście zakupów. Myślała tylko o tym, jak wygląda jego twarz, kiedy zamyka oczy, i jak bardzo lubi go jeszcze, po dziesięciu latach, po psach i kredycie i dyżurach. Zasnęli po trzeciej, a ona ostatnią przytomną myślą podziękowała w duchu Magdzie za wszystkie jej szalone pomysły.

Śniadanie z przyjaciółkami

O dziewiątej rano zeszli na śniadanie. Przy stoliku pod oknem siedziały już Magda, Sylwia i Paula, w okularach słonecznych, z kawą. Sylwia spojrzała na Natalię znad filiżanki i uniosła brew.

„No i?” zapytała.

Natalia nalała sobie soku pomarańczowego, usiadła i przez chwilę nic nie mówiła. Kuba poszedł po jajecznicę. Patrzyła na jego plecy przy bufecie i uśmiechała się sama do siebie.

„Powiedziałam mu” powiedziała w końcu.

„I?”

„I mieliście rację. Nikt się nie obraził.”

Magda pisnęła i przybiła jej piątkę ponad koszykiem z pieczywem. Paula zaczęła klaskać. Sylwia tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że za dziesięć lat robią to znowu, ale tym razem w Lizbonie.

Kuba wrócił z dwoma talerzami i postawił jeden przed Natalią. Pochylił się i pocałował ją w skroń, długo, bez pośpiechu, przy wszystkich. Natalia pomyślała, że to jest najlepszy wieczór panieński, jaki kiedykolwiek miała, i że trwał całą noc.

Opowiadanie jest fikcją literacką dla dorosłych. Bohaterki i bohaterowie są pełnoletni, a wszystko, co robią, robią za obopólną zgodą.

Więcej tekstów w dziale Opowiadania.

Przejdź do działu

Czytaj dalej