Przejdź do treści
Zboczona.
Opowiadania

List od niej

Hanna ma trzydzieści sześć lat i od miesiąca śpi sama, bo Michał pracuje na kontrakcie w Norwegii. Zamiast kolejnej wiadomości wieczorem siada do papieru i pisze list, jakiego jeszcze nikomu nie napisała.

Redakcja Zboczona7 min czytania
Wieczór przy świecach, notes i dwa kieliszki

Kochany

Piszę do Ciebie ręcznie, piórem, które dostałam od Ciebie na trzydzieste piąte urodziny i którego do tej pory używałam tylko do podpisywania umów. Wydało mi się, że to, co chcę napisać, nie nadaje się do telefonu. Telefon jest za szybki. Wiadomość czyta się w windzie, między jednym spotkaniem a drugim, kciukiem, w pół zdania. A ja chcę, żebyś przeczytał ten list wieczorem, w tym swoim pokoju z widokiem na fiord, o którym tyle opowiadasz, sam, w ciszy. Najlepiej w łóżku.

Jest wtorek, dwudziesta trzecia. Siedzę w kuchni, w Twojej starej koszulce z koncertu, na który poszliśmy na trzeciej randce. Pachnie już bardziej mną niż Tobą, i to mnie trochę smuci. Wróciłam z pracy o dziewiętnastej, zjadłam jogurt nad zlewem, jak zawsze, kiedy Cię nie ma, i przez dwie godziny chodziłam po mieszkaniu, nie umiejąc znaleźć sobie miejsca. Potem wyciągnęłam z szuflady papier listowy, który kupiłam kiedyś dla żartu w antykwariacie, i usiadłam.

Nie wiem, czy umiem pisać takie listy. Spróbuję. Jeśli w którymś miejscu się zaczerwienisz, to dobrze. Ja czerwienię się, pisząc.

Wspomnienie z sierpnia

Pamiętasz sierpień, ten domek nad jeziorem pod Olsztynem? Ten, w którym nie działał prysznic i trzeba było myć się w jeziorze? Myślę o nim prawie co noc.

Myślę o tym wieczorze, kiedy poszliśmy pływać po zachodzie słońca. Woda była cieplejsza od powietrza i czarna jak atrament. Pamiętam, jak stałam po pas w wodzie, a Ty podpłynąłeś od tyłu i objąłeś mnie w talii, i zapytałeś, czy możesz zdjąć mi ramiączko kostiumu. Zapytałeś, Michał. Byliśmy razem trzy lata, a Ty zapytałeś, jakby to był pierwszy raz. Pamiętam, że to mnie wtedy rozśmieszyło, a teraz, po miesiącu samotności, myślę o tym pytaniu i robi mi się gorąco w całym ciele.

Pamiętam Twoje usta na moim karku, mokre i chłodne. Pamiętam Twoje dłonie pod wodą, na moim brzuchu, na biodrach, jak powoli zsuwały ze mnie kostium, aż w końcu został na pomoście, a ja stałam naga w czarnej wodzie pod gwiazdami i było mi zupełnie wszystko jedno, czy ktoś nas widzi z drugiego brzegu. Nikt nie widział. Było tylko jezioro, komary i my.

Pamiętam, jak potem zaniosłeś mnie na pomost, owiniętą w ręcznik, i jak kochaliśmy się na tych ciepłych deskach, które jeszcze trzymały w sobie słońce całego dnia. Pamiętam drzazgę, którą potem wyciągałeś mi z łydki przy latarce, i jak śmialiśmy się, że to najbardziej romantyczna rana w moim życiu. Mam po niej malutką bliznę. Czasem dotykam jej palcem, kiedy nie mogę zasnąć.

Co robię, kiedy Cię nie ma

Chcę Ci powiedzieć coś, czego nigdy Ci nie mówiłam wprost, bo zawsze wydawało mi się, że to rzeczy, o których się nie mówi. A potem pomyślałam, że jestem dorosłą kobietą, mam trzydzieści sześć lat, kocham Cię i nie ma powodu, żebyś nie wiedział.

Kiedy Cię nie ma, dotykam się, myśląc o Tobie. Prawie każdego wieczoru. Leżę po Twojej stronie łóżka, bo tam jeszcze trochę pachnie Tobą, i zamykam oczy, i przypominam sobie Twoje dłonie. Nie wyobrażam sobie niczego wymyślnego. Wyobrażam sobie Ciebie, który pyta, tak jak wtedy w jeziorze. Czy mogę. Czy tak. Czy wolniej. I ja odpowiadam w myślach, i czasem, przyznaję, na głos, bo przecież nikt nie słyszy, tylko sąsiad za ścianą, a on i tak ogląda telewizję do drugiej.

Wyobrażam sobie, jak całujesz mnie po wewnętrznej stronie ud, powoli, z tym swoim uporem, kiedy postanowisz, że nigdzie Ci się nie spieszy. Wyobrażam sobie Twój oddech. Wyobrażam sobie, że mówisz mi, jaka jestem piękna, tym niskim głosem, którego używasz tylko w łóżku i nigdy przy nikim innym. I przychodzi do mnie przyjemność, ale potem zawsze jest cisza i puste miejsce obok, i wtedy tęsknię najbardziej.

Nie piszę tego, żebyś miał wyrzuty sumienia, że wyjechałeś. Wiem, dlaczego pojechałeś, i jestem z Ciebie dumna. Piszę, żebyś wiedział, że jesteś ze mną co noc. W pewnym sensie.

Czego chcę, kiedy wrócisz

Teraz najtrudniejsza część. Mam ją w głowie od tygodnia i trzy razy zaczynałam ten list od nowa, bo tchórzyłam właśnie w tym miejscu.

Chcę, żebyś po powrocie dał mi jedną noc, w której to ja wszystko ustalam. Nie dlatego, że jest źle, jak jest. Jest dobrze. Ale przez cały ten miesiąc odkryłam, że wiem o sobie więcej, niż mówię. Wiem, co lubię, w jakim tempie, w jakiej kolejności. I chcę Ci to pokazać, a nie tylko podpowiadać szeptem w połowie.

Wyobrażam to sobie tak. Wracasz w piątek wieczorem, zmęczony po podróży. Ja czekam z kolacją, ale nie zjemy jej od razu. Najpierw zaprowadzę Cię do łazienki, gdzie będzie już napuszczona wanna, i umyję Cię sama, całego, powoli, jakbym Cię odpakowywała po długiej drodze. Potem posadzę Cię na łóżku i poproszę, żebyś przez chwilę tylko patrzył. Mam nową bieliznę. Kupiłam ją w zeszłym tygodniu i jeszcze jej nie założyłam, bo chcę, żebyś zobaczył ją pierwszy. Nie powiem Ci, jaka jest. Zobaczysz.

A potem chcę, żebyś mnie słuchał. Będę mówiła, gdzie mnie dotknąć i jak. Będę Cię prowadzić dłonią, kiedy zabraknie mi słów. Chcę, żebyś się nie spieszył, nawet jeśli będziesz bardzo chciał. Chcę, żebyś pozwolił mi dojść najpierw, może dwa razy, zanim w ogóle pomyślimy o czymkolwiek więcej. A potem chcę być na górze i patrzeć Ci w oczy.

I chcę, żebyśmy mieli słowo, które zatrzymuje wszystko, gdyby któremuś z nas coś przestało pasować. Proponuję „jezioro”. Wtedy przerywamy, bez obrażania się, przytulamy się i rozmawiamy. Wiem, że pewnie nie będzie potrzebne. Ale chcę, żeby było, bo wtedy łatwiej mi będzie być odważną.

Jeśli nie chcesz

Jeśli przeczytasz to i coś Ci nie pasuje, powiedz mi. Naprawdę. Nie obrażę się, nie zrobi mi się przykro na długo. Wolę wiedzieć niż zgadywać. Może masz własne pomysły. Może chcesz coś zmienić. Może chcesz, żebym to ja kiedyś oddała Ci całą noc, i wtedy też powiedz, bo jestem ciekawa, co byś wymyślił.

Piszę to wszystko i ręka mi drży. Nigdy nikomu nie napisałam niczego takiego. Mam wrażenie, że rozbieram się na papierze, i jest to uczucie trochę przerażające, a trochę cudowne, jak tamto wejście do zimnej wody pierwszego dnia nad jeziorem, zanim okazało się, że jest ciepła.

Wyślę ten list jutro rano, zanim zdążę się rozmyślić. Będzie szedł do Ciebie pewnie tydzień, może dłużej. Lubię myśleć, że będzie leżał w jakiejś skrzynce w Oslo, w samolocie, w furgonetce, i nikt nie będzie wiedział, co w nim jest.

Całuję Cię wszędzie. Szczególnie tam, gdzie lubisz najbardziej.

Twoja Hanna

PS Tę koszulkę z koncertu zostawię na sobie do Twojego powrotu. Nie będę jej prać. Potem będzie Twoja, jeśli zechcesz zobaczyć, jak ją zdejmuję.

Odpowiedź

Dziewięć dni później, w środę rano, w skrzynce leżała pocztówka z widokiem na fiord. Na odwrocie, drobnym, pochyłym pismem Michała, było tylko kilka zdań.

„Hanno. Przeczytałem trzy razy, za trzecim w łóżku, jak kazałaś. Tak. Na wszystko tak, i na jezioro też. Wracam w piątek o dwudziestej pierwszej czterdzieści, lot z Bergen przez Oslo. Napuść wannę o dziewiątej. Nie jedz kolacji beze mnie. I nie pierz tej koszulki. Twój M.”

Hanna przeczytała to w kuchni, stojąc przy oknie, z kawą w ręku. Potem przeczytała drugi raz. Potem przyłożyła pocztówkę do ust, jak bohaterka starego melodramatu, i roześmiała się sama z siebie na cały głos, w pustym mieszkaniu, w jego koszulce, dwa dni przed piątkiem.

Wanna o dziewiątej

W piątek o dwudziestej pierwszej woda w wannie była gorąca, a na brzegu stały dwie świeczki. Hanna miała na sobie jego koszulkę z koncertu, a pod nią nową bieliznę, ciemnozieloną, z cienkiej koronki, w której przez cały dzień czuła się tak, jakby nosiła tajemnicę.

Klucz w zamku zgrzytnął o dwudziestej drugiej trzydzieści. Michał stanął w przedpokoju z walizką, w kurtce pachnącej samolotem i zimnem, i przez chwilę nic nie mówił. Patrzył na nią tak, jak patrzy się na coś, czego się bardzo długo szukało.

„Cześć” powiedziała Hanna i nagle zabrakło jej wszystkich słów, które przez tydzień układała w głowie.

Podszedł, objął ją, wtulił twarz w jej szyję i stał tak długo. Potem odsunął się trochę i zapytał cicho, z uśmiechem w oczach: „To jak, kto dzisiaj ustala zasady?”

„Ja” odpowiedziała. Wzięła go za rękę i poprowadziła do łazienki.

Rozbierała go powoli, kurtkę, sweter, koszulę, i z każdą warstwą wracała jej odwaga. Kiedy siedział już w wodzie, z głową opartą o brzeg wanny, uklękła obok i myła mu ramiona, plecy, włosy, tak jak obiecała w liście, a on patrzył na nią spod przymkniętych powiek i nie odzywał się, dopóki nie skończyła. Potem złapał jej dłoń i pocałował wnętrze nadgarstka.

„Teraz koszulka?” zapytał.

„Teraz koszulka” powiedziała Hanna i zdjęła ją jednym ruchem, w świetle świeczek, patrząc mu prosto w oczy.

Tamtej nocy słowo „jezioro” nie padło ani razu. Padło za to bardzo wiele innych słów: gdzie, jak, wolniej, tak, jeszcze. Hanna mówiła je bez wstydu, a Michał słuchał każdego z nich, jakby to był najważniejszy list, jaki dostał w życiu.

Opowiadanie jest fikcją literacką dla dorosłych. Bohaterki i bohaterowie są pełnoletni, a wszystko, co robią, robią za obopólną zgodą.

Więcej tekstów w dziale Opowiadania.

Przejdź do działu

Czytaj dalej